Archiwum bloga

wtorek, 5 czerwca 2012

(1) lato

come all ye lost dive into moss

czasem mam okropne zmiany nastrojów. potrafię się czymś martwić, a potem jakaś sytuacja przyprawa mnie o śmiech we łzach. śmieję się z niczego, a łzy lecą też z niczego. lubię się wtedy przyglądać sobie w lustrze. uwielbiam widok wyszczerzonych w uśmiechu zębów i linii, które zostawiają łzy na moich policzkach.

trying to let it all go

czasem lubię płakać w deszczu. bo tak naprawdę nikt nie umie rozróżnić łez od tych kropli spadających z nieba. przynajmniej na pierwszy rzut oka. niekiedy widać, owszem, zapuchnięte oczy. ale jak wysunąć twarz w stronę nieba, to nikt nie zauważy. wiem z doświadczenia.

before I even open up my door

czasem zadaję sobie głupie pytania. wcale nie takie, na jakie chciałaby odpowiedzieć moja pani od fizyki. czy gdyby z nieba leciały łzy, to tęcza też by powstawała?  przecież to ma zupełnie inny skład. czy wszystkie uczucia zawarte we łzach zmieniłyby kąt odbicia promieni? czy gdyby niebo zapłakało, odnalazłabym tęczę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz