wzleciał jeszcze trochę
ostatnim tchnieniem jesieni
upadł, połamał się
na dywan koronkowy
jakby zachód słońca
chował się
pod pierzyną kolorów
na brudnym bruku
potem wszystko
zapadło się głęboko
w siebie;
śni
otula białym puchem
gęsich śnieżnych piór
woalą zimna pokryta
ciepło tu
od bicia serc
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz