Archiwum bloga

sobota, 4 sierpnia 2012

(22) w szarościach jesieni

Czasem wiążę tyle nadziei z jakimś wydarzeniem, a ono wali się, po kawałeczku, na moich oczach.

Leżę na piasku. Właściwie to koc leży na nim, a ja na kocu. Nie wygrzewam się, bo usadowiłam się w cieniu parawanu. Czuję w ustach słony smak wiatru. Przeczesuję palcami włosy, wyczuwam w nich piasek. Biorę do ręki gazetę, czytam od deski do deski każdy felieton i artykuł na temat pośpiechu. Starannie omijam wszelkie wywiady. Najbardziej lubię przyglądać się obrazkom, nie wiem czemu. Może świat wygląda na nich idealnie? Zamykam oczy, gazetę kładę pod głowę i pozwalam moim myślom kłębić się w głowie...

Albo idę wzdłuż plaży. Muszę dojść do anteny wystającej ponad nieliczne drzewa, taki obrałam cel. Potem jeszcze tylko droga z powrotem. Czuję pod stopami piasek, jest twardy. Przyglądam się falom liżącym leniwie brzeg, moje stopy. Czasem pomiędzy moje palce wplątują się glony, jest ich dziś więcej niż zwykle. Słońce grzeje mocno, idę w jego stronę. Przystaje, wchodzę do wody, powoli i ostrożnie. Wybrałam miejsce bezludne, nie chcę, żeby się gapili, kiedy wejdę do wody w ubraniu. Fale najpierw biorą się za moje szorty, najpierw skrawek, a potem nic. Uciekam z wody, poddaję się. W ostatniej chwili wracam się tylko i wyławiam kilka kamieni...

Albo idę podwórkiem, ledwie powstrzymując łzy. Cisną mi się do oczu, prawię czuję ich słony posmak. Słyszę, jak ktoś za mną krzyczy moje imię, żegna się ze mną. Nie chcę go. Ani osoby, ani pożegnania. Nigdy nie lubiłam odchodzić. Zawracam się, ale zamiast mocno go przytulić, tylko przepycham się w drzwiach...

Albo chcę wejść do pokoju. Biorę głęboki wdech, oglądam się za siebie, przeglądam w lusterku. Poprawiam włosy, przywołuję na usta sztuczny uśmiech. W tej chwili wyglądam nawet ładnie. Nie chcę się odwracać, a jednak to robię. Podnoszę ociężale rękę i naciskam klamkę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz