rzucasz szklanką o ziemię
ze złości
ziemia o szklankę się toczy
upada
rozpryskuje
i nie ma już jedności
jest planet tysiące
gwiazd święcących miliony
przez to krwawą wstęgą
sok się wylewa
brocząc każdą po kolei
dogasa
i nie ma już jedności
wszystko ciemniej
każdy ułamek tysięczny
pomiędzy cyframi linia
ostra jak brzytwa
w pamięć wsysa
przypominając
kilka okruchów na płytkach
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz